Nowość

Kathrin Aehnlich
"Wszyscy umierają, łyżkowce  również"

Historia szczególnej przyjaźni kobiety i mężczyzny.

przeczytaj fragment powiesci

recenzje

 

 

ilosc stron: 239
Rok wydania: wrzesień 2009
Oprawa: miękka
Dostępność: dostępna
ISBN 978-3-94-1906-00-6

Kathrin Aehnlich

"Wszyscy umierają, łyżkowce  również"

Fragmet

DROGA Skarlet, ten list jest zza grobu, a ty jesteś jedną z nielicznych osób, o których sądzę, że poradzą sobie z tą makabryczną sytuacją.

Siedziała w s-bahnie i myślała, że teraz powinna płakać. Tępym wzrokiem patrzyła przez okno i widziała to, co zawsze, gdy wieczorem spoglądała przez okno w tej okolicy. Nic. Ale również przy świetle dziennym nie byłoby inaczej. Deprymujący obraz. Zamknięte zakłady przemysłowe, dawna elektrownia, której kominy były niegdyś cudem budownictwa, a dziś zarząd miasta poszukuje sponsorów, by móc ją wyburzyć. Obok wielka stara drukarnia, następnie zakład produkcji łożysk kulkowych, biurowiec, a w nim nawet jednej szyby, którą można by wybić. Teren przed zamurowanymi wejściami porośnięty był chaszczami i wysokimi drzewami, a przegniłe płoty odgradzały to, co nikogo już nie interesowało. W tej okolicy miasto zapadło w śpiączkę. Tępym wzrokiem patrzyła przez okno i daremnie szukała świateł, próbowała rozpoznać gwiazdy na niebie, jednak neonowy blask w wagonie oślepiał, a sufitowe lampy odbijały się w szybie.

Najbardziej przeraża mnie, że wszystko jest rzeczywiście tak banalne, jak nam to zawsze mówili.

Patrzyła w odbicie na szybie i próbowała wyobrazić sobie, gdzie mógłby teraz być. Ale i jej wyobraźnia była w tych sprawach ograniczona i podążała tylko owymi utartymi ścieżkami, które wiodły między ateizmem lub wiarą, między ziemią i niebem. I pomimo że dorastała w kraju socjalistycznym, jako jedyne miejsce, w którym mógłby teraz być Paul, przyszedł jej na myśl raj. Ale gdzie to w ogóle było? Uważała, że na raj w niebie chwilowo jest za zimno. Ten rok żegnał się mrozem, wiał lodowaty wiatr, a przy tak niskiej temperaturze nawet śnieg nie chciał spaść. Tęskniła za śniegiem i za ciszą, które przykrywają wszystko: nieczynne zakłady przemysłowe, brudne ulice, uczucia. We wspomnieniach w czasach jej dzieciństwa każdej zimy padał śnieg, od grudnia do marca. Nigdy przedtem nie przyszła jej do głowy myśl, że w raju też mogłoby być zimno.  Zawsze wyobrażała go sobie w temperaturze od dwudziestu do dwudziestu pięciu stopni i ze znośną wilgotnością powietrza. Teneryfa dla wszystkich. Jednak im dłużej nad tym rozmyślała, tym większe to wszystko budziło w niej wątpliwości. Widziała przed sobą ogromy kurort wczasowy, gdzie miałoby się znaleźć miejsce dla wszystkich tych, którzy na Ziemi zachowywali się w miarę przyzwoicie, a gdzie i tak musiałaby każdego ranka wstawać o piątej, by położyć swój ręcznik na leżaku przy basenie. Myśl o dzieleniu raju z obcymi była nie do zniesienia, ale równie absurdalna wydawała się wizja przebywania przez całą wieczność z ludźmi, z którymi już na Ziemi nie chciała mieć nic do czynienia. Wyobraziła sobie, że sąsiad, który każdego niedzielnego ranka kontrolował stan liczników w piwnicy i zapisywał go w zeszycie, i który niczego nie kochał bardziej niż podróżowania po Norwegii w kamperze, trafiłby z nią do tego samego raju. Być może potajemnie zakręcałby jej nocą ogrzewanie. Na pierwszy rzut oka wiele wydawało się jej niejasne. W jakim języku mieliby się wszyscy porozumiewać? Czy dla każdej narodowości istniał osobny raj? Czy może raje podzielone były według grup zawodowych? I gdzie spotkałaby Janis Joplin i Jimiego Hendriksa?

Już jako dziecko zawsze czuła się tym zaniepokojona, bo próbowała wyobrazić sobie wszystko konkretnie. Najgorsza była myśl o nieskończoności. Myśl o nieskończoności doprowadzała ją do choroby. Każdy talerz miał krawędź, każde boisko piłkarskie linie bramkowe. Pokój, ulica, wszystko gdzieś się kończyło. Każde jezioro miało brzeg i nawet oceany dotykały kiedyś lądu. Wystarczająco ciężko było odnaleźć się w tym, że Ziemia jest kulą. I jeszcze Wszechświat miałby również być nieskończony? Żadnej ściany, żadnych drzwi? Ale nawet jeżeli gdzieś byłaby ściana, musiało też istnieć jakieś Przed i Za, za każdymi drzwiami znajdowały się inne drzwi. I gdzie w tej całej nieskończoności był Bóg? Kiedyś spytała o to proboszcza na lekcji religii, ale jego wyjaśnień, że Bóg jest wszędzie, nie przyjmowała. Bóg nie mógł być jednocześnie fiołkiem alpejskim i pudlem pani Schindler. Uważała sformułowanie „Bóg jest w nas” za kłamstwo dorosłych, którzy jak zawsze byli za wygodni, by się poważnie zastanowić. Widziała, jak proboszcz drgnął przy pytaniu, czy Bóg, wchodząc do domu, musiałby zakładać kapcie. Kto gotował dla Boga, kto prał mu ubrania? A poza tym czy Bóg obchodzi urodziny? Zamiast odpowiedzieć, proboszcz napisał list do jej rodziców, a oni skonsultowali się z lekarzem, ponieważ również nie potrafili poradzić sobie z tymi pytaniami. Początkowo lekarz podejrzewał wadę serca, ale potem przypisał jej bujną wyobraźnię i poradził rodzicom, by trzymali córkę z daleka od wszelkich spraw emocjonalnych i przede wszystkim od Kościoła, co według specjalisty z polikliniki było zawsze dobrą radą. Dzięki temu miała więcej czasu, by poświęcić się zadaniom młodego pioniera.
W zasadach dla młodych pionierów wszystko było bardziej konkretne. Wprawdzie tak samo jak w Kościele istniało dziesięć przykazań, których każdy miał przestrzegać, ale święci byli definitywnie martwi i nie straszyli jako zjawy w powszednim życiu. Należało zawsze postępować tak, jak postąpiłby Ernst Thälmann, gdyby nie został tchórzliwie i podstępnie zamordowany. Dzisiaj wyobrażała sobie Boga jako pliki w Internecie, jako link do wszystkiego, czego się szuka.
Nadal trzymała list zza grobu.  Skąd – ani Paul, ani ona nie wiedzieli, gdzie to było. Jak zwykle otworzyła kopertę jednym palcem i niedbale podarła papier na strzępy, bo kogo też interesowały puste koperty? Ale może przy tym ostatnim, najostatniejszym liście mogłaby ostrożniej oderwać pasek kleju albo przynajmniej użyć do otworzenia pisaka czy klucza. Schowała kopertę między kartki listu i skierowała wzrok na niebo, którego nie mogła dokładnie zobaczyć przez szybę.

Paul był zawsze uporządkowany. Ołówki na jego biurku leżały dokładnie jeden obok drugiego i nigdy nie było odłamanej końcówki. Nigdy nie spóźnił się nawet o minutę i nigdy nie cofnął żadnej decyzji. Paul był. Jak łatwo przychodziło jej tak myśleć, a przecież minęło zaledwie siedem godzin, odkąd umarł.

--

Paul umarł – a jego najlepsza przyjaciółka Skarlet musi nauczyć się z tym Ŝyć. Co chwila przyponinają jej się sytuacje, które przeŜyła razem z Paulem: jak juŜ w przedszkolu sprzymierzyli się przeciw znienawidzonej cioci Edeltraut, wspólne studia, upadek socjalizmu. Teraz Skarlet trzyma w rękach list od Paula, w którym prosi ją, by wygłosiła dla niego mowę pogrzebową... Historia o szczególnej przyjaźni na całe Ŝycie.

powrót...


Zapowiedzi

Aktualności

  • Najnowsza powieść Martina Walsera
    Najnowsza i jedna z najgłośniejszych powieści roku 2008 napisana przez Martina Walsera p.t. "Kochający mężczyzna" niebawem na polskim rynku.

Czy wiesz że...

Znany poeta i tłumacz Witold Wirpsza uważał, że język niemiecki przez samą swoją gramatyczną strukturę i łatwość łączenia rzeczowników w jeden nowy wyraz, jest przez to bardziej oparty na myśleniu abstrakcyjnym niż język polski, który poprzez obfitość końcówek jest bardziej uczuciowy?

Copyright © 2009 by Wydawnictwo - All rights reserved

Projekt i wykonanie proCertus & DesignBox - serwisy internetowe